Wszystko, co dobre, szybko powszednieje. Dotyczy to także klubów ze striptizem. Kiedy po raz pierwszy odwiedziłem jeden z takich lokali, przez moje ciało przeszła fala gorąca. Miałem przed sobą dziesiątki roznegliżowanych panienek, które wyginały się jedna po drugiej na rurze. Nie ma bardziej cudownego widoku niż zgrabne kobiece ciało. W takich momentach zawsze przez chwilę wierzyłem w Boga.
Dobry klub ze striptizem ma tancerkę w każdym typie: krągłą, chudą, o normalnej budowie ciała, z wielkimi cyckami, małymi, dużą dupą, małą dupą, blondynkę, brunetkę, a także rudą. Przypomina dobrze wyposażoną piekarnię, gdzie znajdziesz wszystkie rodzaje pieczywa.
Gdy byłem młodziakiem, poznałem klub pewnej niesławnej już sieci – wtedy nie miała jeszcze zszarganej opinii, a klienci byli zobowiązani do płacenia za wstęp. Dziś wchodzi się tam za darmo. Napaleni faceci trafiają do klubu po otrzymaniu zaproszenia od naganiaczki.
Miejsce było o tyle specyficzne, że na jego potrzeby stworzono podpiwniczenie. Wchodziło się do małego drewnianego domku, a następnie sympatyczna dziewczyna w legginsach prowadziła klienta schodami na dół.
Kiedy znalazłem się na dole, tańczyła Iza – blondynka z długimi włosami i niedużymi piersiami, ale z cudownym tyłkiem. Miała dużą, wypukłą dupę, w którą najchętniej wtuliłbym twarz. Ciała kobiet w młodym wieku są ucztą nie tylko dla oczu, ale i uciechą dla rąk; tyłek i piersi są delikatne w dotyku.
Popijając whisky, patrzyłem, jak Iza wije się na rurze w różowych stringach. Przysiadła się do mnie niedługo po występie. Na twarzy miała wypisane, że chętnie się pierdoli – ale nie z klientami. Przeprowadziła ze mną standardowy wywiad („Pierwszy raz u nas?”. „Jak ci się podoba?”. „Skąd jesteś?”.), który zakończył się podejściem barmanki. Gruba dziewczyna w czarnej sukience zaproponowała, abym postawił Izie drinka. Wszystko po to, by fascynująca konwersacja toczyła się dalej. Najtańszą opcją był alkohol za pięćdziesiąt złotych. Grzecznie podziękowałem, żeby wiedziały, że nie jestem taki łatwy, jednak później i tak stawiałem innym dziewczynom jak leci. Cycki i tyłki zrobiły mi wodę z mózgu.
Szybko okazało się, że pracują tam raczej dziewczyny z miasteczek i wiosek. Tancerki narzekały, że robota ciężka, a grosz czasem niewielki, bo przyjdzie jeden, może dwaj klienci. Zapierdalasz po osiem godzin dziennie, nie masz czasu na obiad, odwlekasz wizytę w kiblu, bo szef stoi ci nad głową, a te pierdolą, że ciężko pracują. Dodam tylko, że w karcie były nawet alkohole dla tancerek za tysiąc i więcej złotych – i znajdowali się frajerzy, którzy im je stawiali.
Imiona dziewczyn, które tam poznałem, pamiętam do dziś. Przy kolejnych wizytach w takich przybytkach wszystko powszednieje – poza imionami (rzadko prawdziwymi), powszednieją także piersi i tyłki. Wszystko to rozmywa się i tworzy niewyraźną całość. Ale po upływie kilku lat od tamtej pierwszej wizyty poznałem tancerkę, która mnie zachwyciła.
Lubiłem konkret – taki był też lokal, który odwiedzałem. Nie było tam żadnej gadki szmatki, laski przy rurze zdejmowały wszystko i, przechadzając się po klubie, proponowały wyłącznie taniec macaniec. Taniec macaniec wyglądał zwykle tak, że dziewczyna siadała na kliencie okrakiem, ruszając się, jakby ruchała się z nim w pozycji na jeźdźca, a mężczyzna macał ją, uważając tylko, by nie dotknąć strefy zakazanej, czyli cipki.
W klubie upatrzyłem sobie dziewczynę imieniem Marta. Wciąż nie poznałem kobiety, która miałaby cudowniejszy tyłek. Marta była szczupłą, ale nie chuderlawą brunetką. Miała upięte włosy, duże usta, a jej ciało zdobiły tatuaże. Uwagę zwracało jednak dupsko – jej znak rozpoznawczy. Kiedy zobaczyłem je po raz pierwszy, oniemiałem. Był to najbardziej wypukły tyłek, jaki widziałem. Duży i krągły. Spektakularny.
Czekałem, aż Marta wreszcie do mnie podejdzie i zaproponuje taniec prywatny. Dziewczyna miała wzięcie, więc trochę to trwało, w końcu jednak znaleźliśmy się na kanapie.
Usiadła na mnie tyłem, żebym mógł podziwiać jej krągłą dupę, którą opinały zielone stringi, i zaczęła kręcić nią miarowo w przód i w tył. Robiła to tak, jakbyśmy naprawdę się ruchali. Zacząłem pomagać jej rękoma, nadając pośladkom miarowy, coraz szybszy rytm. Czułem rosnące podniecenie Marty i ledwie radziłem sobie z własnym pobudzeniem.
Kiedy trzymałem dłonie na jej piersiach, usłyszałem: „Kotek, jesteś zajebisty”. Wiem, że było to szczere. Laski głupiały, gdy okazywało się, że ich dupa – co prawda przez spodnie, ale jednak – ociera się o grubego, dwudziestodwucentymetrowego kutasa. Niespodzianka była tym większa, że byłem raczej niewysoki. Tyłek Marty wyglądał wspaniale, a poza tym był przyjemny w dotyku; czułem, jakbym ugniatał mięciutkie ciasto.
Brazylijska dupa Marty nie dawała mi spokoju, więc co pewien czas wracałem do lokalu. Pewnego razu, kiedy siedziałem wygodnie na kanapie, popijając alkohol i patrząc na scenę, moja ulubienica podeszła do mnie wraz z koleżanką. Tę drugą widziałem po raz pierwszy – wyglądała na osiemnastolatkę. Po chwili rozmowy Marta zaproponowała mi seks razem z nią i jej znajomą, Alicją, u nich w mieszkaniu, i nie chodziło o pierdolenie się za kasę. Alicja była zupełnie nie w moim typie – chuderlawa, bez dupy i cycka, choć niezła z twarzy. Poza tym, nie zależało mi wtedy szczególnie na seksie z bardzo młodymi dziewczynami, bo sam byłem jeszcze całkiem młody. Nie miało to jednak znaczenia. Zgodziłem się.
Po piątej rano pojechaliśmy taksówką do mieszkania dziewczyn. Mieszkanie jak mieszkanie, niezbyt mnie interesowało, liczyło się tylko duże i wygodne łóżko. Takie też zastałem w jednym z pokoi. Najpierw odświeżyłem się ja, a później dziewczyny. Byłem szczęściarzem. Tyłek Marty, efekt genów i ćwiczeń, był spełnieniem marzeń każdego faceta.
Kiedy leżałem w łóżku, wreszcie do mnie przyszły. Marta ubrała bodystocking, które zdobiło całe jej ciało, a Alicja założyła czerwone stringi i czerwony stanik. Między dziewczynami był wyraźny kontrast. Pierwsza miała posągową budowę ciała, druga zaś była pozbawiona kobiecych krągłości, co z miejsca ją dyskwalifikowało.
Zabrały się za robienie mi loda. Dwa języki oplatały mojego kutasa, po czym Marta wzięła go do buzi i zaczęła ssać. Jeszcze żadna dziewczyna nie ciągnęła mi z tak dużym zaangażowaniem, tak jakby po raz pierwszy w życiu dorwała się do fiuta. Czułem, że moje przyrodzenie pochłonęła pompa ssąca.
Ta mała była nakręcona i prosiła Martę: „Daj mi spróbować”. Marta podała jej mojego kutasa, ale wrażenia były o wiele słabsze. Zająłem się więc ssaniem piersi Marty, na oko rozmiar C. Były jędrne. Następnie poprosiłem Martę, by zdjęła całe ubranie i usiadła mi na twarzy. Już rozebrana przykucnęła nade mną, po czym osadziła tyłek. Jej dupa delikatnie unosiła się i opadała; moje policzki odczuwały rozkosz. Mała podkręciła w tym czasie tempo, ruszając szybko ustami, aż w końcu się spuściłem.
Pieprzyliśmy się z dziewczynami już od paru godzin – Alicja miała ciasną cipkę, a Marta świetnie wypinała się w pozycji na pieska; jej tyłek wydawał się przez to jeszcze większy. Ustawialiśmy się czasem przodem do lustra, które wisiało na bocznej ścianie. Mogłem oglądać, jak posuwam tę wielką dupę.
Kiedy po raz kolejny brałem Martę od tyłu, usłyszałem przekręcanie zamka w drzwiach wejściowych. Zdenerwowana Marta powiedziała, że to jej facet i kazała schować mi się pod łóżkiem. No cóż, jak mus to mus. Zgarnąłem moje buty oraz ubrania i schowałem się, a po sekundzie dołączył do mnie kosz ze zużytymi prezerwatywami.
Dziewczyny zaczęły teatralnie pojękiwać – widziałem spod łóżka w lustrze, że Alicja liże cipkę Marty. Po chwili dołączył do nich masywny osiłek z krótko przyciętymi włosami. Marta i Alicja wzięły się za obrabianie mu chuja. Wyglądało to groteskowo. Wielki mięśniak z małym fiutkiem. Całe jego posuwanie dziewczyn trwało może piętnaście, dwadzieścia minut, po czym powiedział, że idzie wziąć prysznic. Gdy usłyszałem odkręcanie wody, wylazłem z ukrycia i ubrałem się, a następnie pożegnałem się z dziewczynami i po cichu wyszedłem.
Zdarzyło mi się tylko raz jeszcze spotkać faceta Marty, i to zupełnie przypadkiem. Szwendałem się po galerii handlowej, a z naprzeciwka szła jakaś para, która trzymała się za ręce. Oboje przykuli moją uwagę, bo dziewczyna już z daleka wyglądała ponętnie. Kiedy w końcu zbliżyli się, zobaczyłem swoją ulubienicę z tamtym gorylem. Marta nie pisnęła ani słowem, facet spojrzał zaś na mnie z sardonicznym uśmiechem, który mówił: „Widzisz, kurduplu, nigdy nie będziesz miał takiej dupy”.
Piotr Burakowski
Warszawa, maj 2019
Grafika: Brandon Bailey / Flickr
Zapisz się do newslettera i otrzymuj powiadomienia o nowych opowiadaniach. Otrzymasz e-maila zawsze, gdy na stronie pojawi się nowa historia.

Dodaj komentarz