Zaliczarka

Wyruchałbym trzy laski, które jadą ze mną autobusem. To prawda. Ale nie wyrucham żadnej z nich. I to też prawda.

Jego ulubionym filmem była „Zemsta frajerów”. Wyglądem przypominał bohatera imieniem Levis; nosił duże okulary i miał brzydkie zęby. Dzięki sprytowi i intelektowi pod koniec filmu Levis zalicza najlepszą dupę w kampusie, po czym dziewczyna się w nim zakochuje.

Tymczasem on do tej pory zaliczył tylko swoją prawą rękę. Popularna komedia podtrzymywała go jednakże na duchu. Dawała nadzieję, że mimo odpychającego wyglądu, pewnego dnia wyrwie prawdziwą laskę. Lecz z roku na rok nadzieja malała – traktował „Zemstę frajerów” coraz bardziej jak zwariowaną utopię.

Najtrudniej było latem, kiedy laski chodziły w legginsach, szortach i spódniczkach. Wówczas bardziej niż kiedykolwiek doprowadzały go do szaleństwa. Lecz co z tego, skoro był niewidzialny dla kobiet? Rzadko którakolwiek na niego spojrzała, a jeśli już, natychmiast odwracała wzrok; czasem dostrzegał tylko ledwie widoczny grymas odrazy – odrazy na widok żuka gnojarza. Problem w tym, że żuk gnojarz zaliczał więcej od niego. To skojarzenie jeszcze bardziej go dołowało. Nie rozumiał, dlaczego dziewczyny przywiązują tak dużą wagę do wyglądu, a nie wnętrza.

Kumpel mówił mu, że w piekle każdy pierdoli się z każdym i trwa tam nieustająca orgia, a w niebie co najwyżej walą konia w krzakach, tak żeby nikt nie widział. Ale on nie wierzył w niebo ani piekło. Twierdził, że jedyny czas na ruchanie jest tu i teraz.

Pewnego dnia powiedział sobie, że dość już bycia etatowym onanistą. Skonstruował jedyną w swoim rodzaju maszynę, którą nazwał „Zaliczarka”. Wchodziło się do niej na kilka sekund, po wyjściu zaś kobiety – niczym przez rentgen – dostrzegały w mężczyźnie wyłącznie wnętrze. Nie liczył się wygląd ani portfel. Był pewien, że ma dobry charakter.

Wyszedł z bloku i udał się na spacer. Jego podniecone serce biło szybko. Już widział, jak posuwa cycatkę z krągłą dupą, a później kolejną i kolejną. Minęło go z naprzeciwka kilka atrakcyjnych dziewczyn, ale żadna nie rzuciła nawet na niego okiem.

Dopiero po kilku minutach zatrzymała się przed nim jakaś kobieta – gruba, wręcz kwadratowa, o twarzy, której nie uratowałby nawet doktorek ze „Skóry, w której żyję” Almodóvara. Zagadała, była bardzo miła i elokwentna, zbył ją jednak jakąś wymówką i poszedł dalej. Znów to samo. Tym razem chuderlak bez dupy ani cycka, lecz o milutkim głosiku i emanujący ciepłem. Odburknął, że się śpieszy i ruszył przed siebie. Co pewien czas zatrzymywały go kolejne kobiety – wszystkie nieatrakcyjne, ale niewątpliwie z bogatym wnętrzem. Zbywał jedną po drugiej i czekał, aż wreszcie podejdzie do niego prawdziwa sucz. Nie podeszła.

Okazało się, że wynalazek ma pewien defekt. Działał tak, że mężczyzną, i to niekoniecznie dobrym, interesowały się tylko brzydactwa o pięknych sercach. „Na cholerę mi taka maszyna?” – powiedział do siebie i rozebrał ustrojstwo. Następnie włączył komputer i uruchomił porno. „Mia Malkova, jesteeeś mojaaa” – powtarzał, waląc konia.

Piotr Burakowski
Warszawa, czerwiec 2019

Grafika: „Revenge of the Nerds”


Zapisz się do newslettera i otrzymuj powiadomienia o nowych opowiadaniach. Otrzymasz e-maila zawsze, gdy na stronie pojawi się nowa historia.