Gertrud był uważany przez pozostałe anioły za dziwaka. Boskie stworzenia chowały się na widok pomylonego braciszka, ale w końcu i tak na niego wpadały. Anioł zamęczał wówczas innych opowieściami o ludziach, tymczasem nawet cherubiny wraz z serafinami skrycie nienawidziły człowieka. Razem z niższymi rangą aniołami w tajemnicy kibicowały Lucyferowi.
Wyklęty anioł wpienił się na wieść o tym, że on i jego bracia mają służyć ludzkiej rasie – tym ograniczonym zwierzętom. Wiele aniołów poszłoby za czarną owcą, jednak tylko nielicznym starczyło jaj. A siła Lucyfera rosła i rosła (w ostatnich latach dużo pomogły teledyski Lady Gagi), podczas gdy dla tchórzów było już za późno na zmianę warty. Gertrud doprowadzał więc do szału obecne w niebie istoty, które nie mogły okazać wobec brata złości ani sprzeciwu. Nigdy nie były pewne, czy akurat nie spogląda Wielki Ojciec.
Ludzie byli ograniczeni przez to swoje picie, jedzenie, sranie i ruchanie. No dobrze, ograniczenia ograniczeniami, ale czy usprawiedliwiają one tę bandę pomyleńców, która zamiast raju, stworzyła sobie piekło na ziemi, i to bez jakichś szczególnych podszeptów Lucyfera?
To, jak dużą pomyłką był projekt „Człowiek”, widziało się jak na dłoni. Ci na dole byli owładnięci żądzą pieniądza i ciągłą walką – jak nie z obcymi, to z bliskimi. Systematycznie wyniszczali przy tym planetę. A Gertrud, jakby tego nie dostrzegając, wszystkim się zachwycał. „Zobacz, w tym domu cała rodzina jada zawsze wspólnie obiad”. „Ten chłopiec kocha tę dziewczynkę, to znaczy, że zrobiłby dla niej wszystko”. „Widzisz, stare małżeństwo wyhodowało owoce i warzywa. Czy to nie wspaniałe?”. „Wiedziałeś, że zanim kobieta urodzi dziecko, maluch dojrzewa w jej ciele przez kilka miesięcy? To fascynujące”. I tak dalej, i tak dalej.
Umiłowanie ludzi, z którego słynął, podobało się tylko Bogu, choć Stwórca sam nie był w pełni zadowolony ze swego dzieła. Któregoś razu wyjawił aniołowi tajemnicę:
– Gertrudzie, wyznam ci, że popełniłem błąd. Chciałem, by po ziemi chodziły tylko kobiety i zapładniały siebie nawzajem. Ale spieprzyłem sprawę, stąd mężczyzna – takie nie wiadomo co, które później przekazuje życie, tymczasem kobieta jest tylko inkubatorem.
– Panie, przecież mężczyźni nie są chyba aż tacy źli.
– Oczywiście, że są, Gertrudzie. Wraz z testosteronem przynieśli wszystko, co najgorsze. Pieprzone moczymordy, jak nie wojujące szabelką, to pistoletem. To moja wina. Za bardzo skupiłem się na wyglądzie kobiet, ale zapomniałem o dopracowaniu wnętrza. Kobieca maszyneria nie działa przez to prawidłowo i w efekcie rodzą się te przybłędy.
– Wielki Ojcze, czy wysłałbyś mnie na Ziemię w postaci człowieka, żebym uratował mężczyzn? Nigdy nikomu tego nie mówiłem, ale zawsze pragnąłem choć na chwilę stać się jednym z nich.
– Bluźnisz, Gertrudzie. Jesteś aniołem i powinieneś być z tego dumny. Nie ma nadziei dla tej przeklętej zgrai, ale pozwolę ci spełnić marzenie, byś sam się o tym przekonał.
I tak oto Gertrud został zesłany na Ziemię, a pozostałe anioły nie posiadały się z radości. Wybór lokalizacji dla Gertruda odbył się drogą losową. Anioł trafił do Warszawy. Wielki Ojciec wytłumaczył mu, że warszawscy mężczyźni są tak samo wybrakowani jak wszyscy pozostali i gonią w kolorowych skarpetkach za karierą. Poprosił, by na razie im się tylko przyglądał. Anioł wziął sobie słowa Pana do aureoli.
Gertrud czuł się ciężki w ciele człowieka. Szczypał się co chwila w policzek, odczuwając osobliwą satysfakcję. Spojrzał dookoła i posmutniał. Patrzył trzeźwym okiem – okiem kogoś, kto po raz pierwszy znalazł się w danym miejscu i nie dał mu się jeszcze pochłonąć. Mieszkańcy przechodzili jeden obok drugiego, lecz widzieli tylko czubek własnego nosa. Szli z domu do pracy. Skojarzyli mu się z karaluchami. Karaluchy w garniturach. Wszechobecne pojazdy zanieczyszczały powietrze i robiły hałas, zamiast drzew dostrzegał zaś wielkie szklane budynki.
Gdy szedł chodnikiem, zatrzymał go bezdomny. Choć panował upał, mężczyzna miał na sobie zimową czapkę i kurtkę. Zagadał do Gertruda:
– Szefie, mogę coś powiedzieć?
– Jasne, słucham.
– Nie będę ściemniać: potrzebuję trzech złotych na piwo.
– Jesteś alkoholikiem?
– Co innego mi pozostało? Wyrzucili mnie z roboty i nie mogłem znaleźć kolejnej. Zacząłem pić, później zostawiła mnie żona. Mieszkanie należało do tej francy. Bracie, zostałem bez niczego i, jak ten pies, wylądowałem na ulicy. Wpierw czułem wstyd, gdy prosiłem o pieniądze, ale z czasem się przyzwyczaiłem. Prosiłem, a oni dawali. Człowiek szybko do tego przywyka i nim się obejrzy, upływa zbyt wiele czasu.
Gertrud pożegnał się, mówiąc, że nie ma ani grosza, i ruszył przed siebie. Miał co prawda pieniądze od Wielkiego Ojca, ale pamiętał, że otrzymał zakaz pomagania mężczyznom. Spotkanie z bezdomnym uprzytomniło mu jednak, jak niewiele znaczy człowiek bez forsy.
Idąc, ujrzał trzech chłopców, którzy siedzieli na ławce. Nie rozmawiali, lecz z pochylonymi głowami wpatrywali się w ekrany telefonów, po których poruszali wte i wewte palcami. Obok nastolatków przeszły trzy młode ponętne gazele, za które można by sprzedać własną matkę. Ale nawet to nie skłoniło podrostków do podniesienia choć na chwilę oczu.
Anioł wynajął pokój w pierwszym hotelu, na który się natknął. Położył się na łóżku i doznał uczucia odprężenia. Na ścianie wisiał niewielki telewizor. Włączył go pilotem i przeskakiwał z kanału na kanał. Miniaturowi ludzie widoczni na ekranie z jednej strony fascynowali anioła, z drugiej zaś przerażali. Oglądał wiadomości, w których pokazywano wojny, wypadki, kradzieże i morderstwa. Wszystko to było winą mężczyzn. Przełączył na kolejną stację. Zobaczył tym razem program, w którym zaproszeni do studia panowie obrażali siebie nawzajem, a każdy myślał, że jest ważniejszy od drugiego. Jeden z nich rozpoczął już kolejną tyradę: „Chcę powiedzieć głośno świniom i bydlakom…”, ale Gertrud wyłączył odbiornik i po chwili zasnął.
Obudził się w nocy. Było po dwudziestej drugiej. Biorąc prysznic, śmiał się jak dziecko, gdy po jego ciele spływała ciepła woda. Wytarł się ręcznikiem i poszedł nagi do pokoju. Zdał sobie sprawę, że nie ma ubrań na przebranie, ale wtem na łóżku pojawiły się spodnie, koszula, skarpetki i bokserki z napisem: „Idę do roboty, by mieć kasę na głupoty”. „Dziękuję, Wielki Ojcze” – rzekł, unosząc wzrok ku górze, i włożył ubrania.
Wyszedł z hotelu i spacerował, aż natknął się na wypełnioną tłumem ulicę. Była hałaśliwa, ponieważ znajdowały się na niej liczne kluby. Do dyskotek ustawiły się długie kolejki. Wypacykowane laski i lalusie czekali kilka dni, by choć przez chwilę mieć wrażenie, że żyją własnym życiem. Gertrud dołączył do jednej z kolejek.
Łysy facet, który stał przed nim, dyskutował żywo z selekcjonerem, tak jakby od przekroczenia progu klubu zależało jego życie. Łysa pała w bluzie w końcu sobie poszła, tymczasem Gertruda wpuszczono do środka.
W pierwszej chwili Gertrud cofnął się. Muzyka dudniła w całej sali, przypuszczając z każdej strony atak na jego uszy. Z głośników dobiegały słowa: „Sexy bitch, sexy bitch…”. Większość kobiet tańczyła we własnym gronie i tylko gdzieniegdzie młodzi mężczyźni bawili się z dziewczynami.
Przechadzając się po klubie, Gertrud uważnie obserwował otoczenie. Młodzieńcy próbowali podrywu, a kobiety zbywały każdego casanowę. I nic dziwnego, bo faceci albo im się przypochlebiali („Naprawdę bosko się ruszasz” – powiedział jeden do petardy, która wolała taniec z własnym odbiciem w lustrzanej kolumnie), albo byli już na tyle pijani, że zrażali do siebie z automatu. Gertrud rozumiał to wszystko, choć był w ciele człowieka dopiero od kilku godzin.
Kiedy patrzył na dziewczyny tańczące w obcisłych sukienkach i legginsach, poczuł podniecenie. Była to ogromna chęć znalezienia się blisko tych kobiet, pieszczenia ich ciał i spenetrowania kutasem, który sterczał nabrzmiały. Wiedział jednak, że seks bez ślubu to grzech, dlatego odwrócił wzrok i podszedł do baru. Zamówił coca-colę, którą z miejsca uznał za swój ulubiony napój. Pomyśleć, co by było, gdyby spróbował piwa.
Po wypiciu coca-coli zachciało mu się sikać. Poszedł do łazienki, na której drzwiach widniała miniaturowa podobizna mężczyzny. Jedyna kabina była zajęta. Czekał więc cierpliwie, bo nie wiedział, że jajowate muszle na ścianie też służą do sikania. Z wnętrza wyszedł wreszcie chłopak, ale towarzyszyła mu dziewczyna, która powiedziała:
– Mały ptaszek, duża klatka. Nawet nie może ci stanąć.
– Nie wiem, co się stało. Nigdy przedtem…
– Oj, przestań już.
Wyszła z toalety, a nieborak spojrzał na Gertruda podchmielonymi oczami i, zapominając o zasunięciu rozporka, ruszył chwiejnym krokiem do drzwi.
Gertrud odlał się. Był już zmęczony hałasem i tłumem, który powiększał się z każdą minutą. Wyszedł z klubu i wrócił do hotelu, a następnie wykończony położył się spać. Po zaśnięciu trafił do nieba, gdzie zobaczył Boga, który zapytał:
– I co, Gertrudzie, jak ci się podobało?
– Sam nie wiem, chyba jednak wolę być aniołem.
– A mężczyźni? Czy wciąż chcesz im pomóc?
– Chciałbym, ale teraz już wiem, że nie ma dla nich ratunku.
Dziwny anioł nie rozprawiał więcej na temat ludzi, co przyniosło jego braciom radość, i cieszył się, że jest tym, kim jest. Wciąż pomagał maluczkim, w końcu taka była rola anioła, jednakże wiedział, że sprawa mężczyzn jest już z góry przegrana.
Ale czy aby na pewno?
Piotr Burakowski
Barany, czerwiec 2019
Grafika: Silenhalle / SketchPort
Zapisz się do newslettera i otrzymuj powiadomienia o nowych opowiadaniach. Otrzymasz e-maila zawsze, gdy na stronie pojawi się nowa historia.

Dodaj komentarz