Brzydcy i ładni

Działo się to w czasach, którymi rządziły przesądy. Uważano, że źli rodzą się brzydcy, a dobrzy rodzą się ładni. Sądzono, że twarz niczym u ogra oznacza człowieka złego do szpiku kości, lico jak u cherubina należy zaś do osoby o gołębim sercu.

Brzydcy stanowili niewielką część społeczeństwa, dlatego woleli trzymać się na uboczu w lasach. W jednym z nich mieszkała grupa brzydkich, która rzeczywiście była przesiąknięta złem. Wszyscy jej członkowie nienawidzili ładnych i przy każdej nadarzającej się okazji dokuczali sobie nawzajem, a kolejne pokolenia także rodziły się złe.

Ale zawsze występuje wyjątek od reguły – tak było i w tej historii. Pewnego dnia w drewnianej chacie, gdzie mieszkała okrutna para, urodził się najbrzydszy chłopiec, jakiego kiedykolwiek widziano. Miał jajowatą głowę, którą opasały wielkie uszy przypominające talerze, a jego lewe oko było większe od prawego.

Wierzono, że im brzydszy się rodziłeś, tym więcej zła w sobie miałeś, toteż narodziny chłopca wywołały podniecenie wśród niewielkiej społeczności złych. Nowo narodzone dziecko imieniem Alaker jawiło im się jako długo wyczekiwany mesjasz – wybawiciel, który zaprowadzi ich do zwycięstwa nad ładnymi.


Od narodzin dziecka upłynęło kilka lat. Alaker miał największe powodzenie w wiosce. – Ależ on ma brzydką twarz i jakież okropne uszy! – mówiły zachwycone młodziutkie brzydoliny.

Jedna z nich wycięła nawet na lewym policzku ranę, która zamieniła się w szpecącą szramę, co natychmiast podchwyciły pozostałe dziewczyny, przeprowadzając na sobie podobną operację upiększającą.

Rodzice byli tymczasem rozczarowani dzieckiem. Kręcili z niedowierzaniem głowami, kiedy widzieli, jak ich syn ratuje przed zdeptaniem robaki lub, o zgrozo, pyta innych, czy nie potrzebują może pomocy.

– Przynosisz wstyd rodzinie! – grzmiał ojciec. – Jeszcze nigdy nie widziałem podobnego dziwadła, wpędzisz mnie do grobu. Inni już się z nas nabijają, i nie dziwota! – mawiał. Dziecko po takich słowach zawsze uciekało z płaczem w głąb lasu.

Gdy Alaker po raz kolejny uciekał przed okrutnymi słowami ojca, zobaczył nad strumieniem nieznajomą dziewczynę. Była to jednak zupełnie inna dziewczyna od tych, które dotychczas widział.

Miała błękitne oczy, długie kruczoczarne włosy, a jej twarz była tak piękna, że chłopiec rozdziawił ze zdumienia gębę, obnażając młode, ale już zniszczone zęby. Patrzył, jak dziewczyna wsiada na konia i galopuje z powrotem do domu.

Odtąd myśl o niej nie opuszczała go ani na chwilę. Dziwaczność Alakera polegała więc nie tylko na tym, że był dobry, ale także na tym, że – w przeciwieństwie do swoich braci i sióstr – zakochiwał się w tym, co piękne, a nie brzydkie. Wrócił do wioski, lecz nie wspomniał nikomu o dziewczynie.

Kiedy Alaker patrzył na otaczające go dziewczęta, odechciewało mu się żyć. – Ani to ładne, ani dobre – powtarzał. To i wspomnienie piękności nad stawem skłoniło go do ucieczki. Było mu co prawda szkoda matki i ojca, ale pamiętał, że rodzice nigdy nie okazali mu czułości.

Zabrał w nocy zapas jedzenia i picia, a następnie ruszył w drogę, aż doszedł do strumienia, nad którym widział dziewczynę, i skierował się dalej ścieżką, którą pogalopowała na koniu.

Następnego dnia wyszedł z lasu, a jego oczom ukazało się tętniące życiem miasteczko. Dzieci o delikatnych twarzyczkach bawiły się w berka, pokrzykując wesoło, kobiety robiły zakupy na targu i plotkowały, psy poszczekiwały, a koty wspinały się na płoty.

Już z daleka czuło się atmosferę ogólnej szczęśliwości, którą dziś trudno poczuć, choć możemy uchwycić ją choć odrobinę w Boże Narodzenie.

Alaker poczuł ciepło, które wypełniło jego wnętrze, i ruszył na spotkanie z nieznajomymi. Lecz chłopca nie przywitano z otwartymi ramionami. Kobiety i dzieci wpadły w popłoch na widok potwora, psy pochowały się w budach, a koty ukryły się po kątach. Mężczyźni ruszyli tymczasem z widłami na przybysza.

Alaker zesikał się ze strachu, ale natychmiast ruszył biegiem w stronę lasu. Choć przebierał nogami szybciej niż kiedykolwiek dotychczas, przewrócił się w lesie o wystający korzeń. Zasapani mężczyźni stanęli nad leżącym chłopcem i chwycili go za ramiona, ciągnąc z powrotem do miasteczka.

– Co za pokraka. Będziemy potrzebowali worka na głowę – powiedział mężczyzna o ładnej, ale prymitywnej twarzy.

Chłopiec został zamknięty w komórce, gdzie spędził samotnie kilka godzin. W tym czasie nie dostał nic do jedzenia ani picia. Po raz pierwszy od opuszczenia domu zatęsknił za rodziną i pozostałymi ludźmi z wioski, którzy, choć byli, jacy byli, nigdy nie przetrzymywali go w zamkniętym pomieszczeniu.

Tymczasem mieszkańcy zastanawiali się, co zrobić z potworem, który ich nawiedził. Pomysłów było wiele.

– Dajmy go na pożarcie świniom! – rzuciła kobieta, która miała prosięta.

– Będzie lepszy jako strach na wróble. Wystarczy, że nadziejemy go na pal – odpowiedział stary mężczyzna.

– Nie uważacie, że brakuje nam w miasteczku rozrywki? – powiedziała piękna kobieta, która była uważana za jedną z najmądrzejszych wśród mieszkańców. – Mamy czym karmić świnie, a z ptakami jeszcze sobie jakoś radzimy. Zróbmy z niego sceniczną atrakcję. Zobaczycie, że ludzie z innych miasteczek będą się do nas zjeżdżać, żeby móc go zobaczyć – przekonywała.

I tak oto Alaker nie został pokarmem dla świń ani strachem na wróble i zamiast tego dawał występy na scenie.

W jednym z numerów przywiązywano chłopca za ręce i nogi do wielkiego drewnianego koła, którym kręcono, podczas gdy publika rzucała w Alakera pomidorami. Najwyżej punktowane było trafienie w głowę. Niektórzy byli w tym już tak wprawieni, że prawie zawsze trafiali w najwyżej punktowany cel.

W trakcie innej zabawy Alaker lądował w sadzawce, gdzie musiał uciekać przed wściekłym knurem, który chętnie zrobiłby sobie z niego obiad. Rozrywka ta najbardziej podobała się kobiecie, która chciała, by chłopiec stał się pokarmem dla świń.

Publika była żądna nowych wrażeń. Repertuar atrakcji powiększał się z tygodnia na tydzień. Alaker stał się dodatkowym źródłem dochodu, zwłaszcza że przyjezdni korzystali także z innych usług, które zapewniało miasteczko: odwiedzali sklepy, zaglądali do szewca, a co bardziej jurni panowie zabawiali się z ladacznicami.

Dodajmy, że wówczas zupełnie ignorowano kobiety cienkie jak trzcinka, a liczyły się tylko panie o pełnych, kobiecych kształtach.


Upłynęło kilka lat odkąd Alaker stał się atrakcją miasteczka. Był jeszcze bardziej wychudzony niż za czasów pobytu w wiosce, a z jego niekształtnych oczu zniknął blask. Przyzwyczaił się do swojej roli – roli marionetki do zabawy, egzotycznego brzydactwa dającego uciechę gawiedzi.

Lecz zarazem narastała w nim złość. Nocami wyobrażał sobie, jak torturuje mężczyzn, którzy zaciągnęli go do tego piekła, największe cierpienie zadaje zaś temu, który nazwał go pokraką.

Były to tylko fantazje, które nie miały jak się urzeczywistnić, ale dawały Alakerowi siłę. Dzięki nim przetrwał, choć nawet dziewczyna, którą spotkał nad strumieniem, z uciechą rzucała w niego pomidorami.

Z czasem ludziom znudziło się oglądanie Alakera, modne stały się zaś wędrowne trupy, w których składzie znajdowały się różne dziwadła: od kobiet z trzema piersiami, po mężczyzn bez nóg, którzy chodzą na rękach, i czterometrowych olbrzymów.

Uznano, że już najwyższa pora, by Alaker stał się karmą dla prosiąt. Kiedy Alaker usłyszał o tym przez drzwi komórki, serce podskoczyło mu do gardła, a zimny pot oblał całe ciało.

Pamiętajcie, że nasz bohater nie był już dzieckiem, tylko młodym mężczyzną. Kiedy więc po chwili przyszedł po niego jeden z mieszkańców, rzucił się na niego pod wpływem adrenaliny z impetem, aż tamten uderzył głową o podłogę. Alaker pobiegł do wyjścia, a następnie w kierunku lasu. Rozleniwieni mieszkańcy oglądali się jeden na drugiego, ale w końcu żaden z nich nie ruszył za uciekinierem.

Alaker po wielu godzinach biegu i marszu odnalazł rodzinną wioskę, gdzie wszyscy byli zdumieni na jego widok. Opowiedział mieszkańcom o tym, co go spotkało. I, ku zdumieniu zgromadzonych, dodał, że jego jedynym celem jest wybicie ładnych, którzy go więzili. Słowa wprawiły wszystkich w osłupienie, ale i zachwyt. Na takiego Alakera czekali!

Rozpoczęło się gorączkowe planowanie ataku na miasteczko. Alaker poznał je na tyle dobrze, że znał jego czułe punkty. Ładnym niczego nie brakowało – wszyscy w miasteczku mieli dostatek jedzenia i picia, a największym wyzwaniem było szukanie rozrywek. Każda wędrowna trupa była w miasteczku ciepło witana.

Alaker zaplanował, że pięciu brzydkich odwiedzi miasteczko, podając się za kuglarzy, a reszta wraz z Alakerem poczeka w lesie na moment do ataku.


Ładni złapali przynętę i zaprosili nowoprzybyłych na scenę. Zebrały się tłumy. Jeden z brzydali poprosił do siebie piękną kobietę, tę samą, która jako dziewczynka zauroczyła Alakera, i powiedział, by położyła sobie na głowie pomidora.

Kobieta usłuchała, po czym brzydal odsunął się w bok, a jego kompan wyjął wówczas zza pazuchy toporek i trafił nim w głowę kobiety. Rozległy się krzyki przerażnia. Był to sygnał dla czekających na skraju lasu. Ruszyli biegiem z kijami i toporkami w stronę miasteczka.

Tymczasem piątka brzydkich raz po raz wykańczała ładnych. Wszyscy z gracją wywijali toporkami i kijami. Alaker dopilnował, by przed atakiem przez kilka miesięcy każdy mężczyzna sumiennie trenował rzucanie do celu, pojedynki na kije czy walkę wręcz.

Były to czasy bez broni palnej, więc zwycięstwo zależało od tego, na ile sprawne i silne były ręce oraz nogi. Kiedy gromada brzydkich znalazła się po chwili na miejscu, doszło do masakry. Choć Alaker próbował powstrzymać towarzyszy, brzydcy nie zlitowali się nad dziećmi, które nadaremno szlochały, popiskiwały i błagały o litość.

Alakerowi udało się jednak oszczędzić kilka kobiet i jednego mężczyznę – tego, który przed laty nazwał go pokraką – ale w tym wypadku nie kierowały nim altruistyczne pobudki.

Zabrał ocalałego mężczyznę do lasu i przywiązał go do drzewa, a następnie rzucał w jego stronę toporkami. Pierwszy toporek zawisł tuż nad głową mężczyzny, drugi między jego nogami, tak że niemal dotykał krocza. Alaker rozkoszował się, obserwując, jak mężczyzna poci się ze strachu, a po nogawce spływają mu siki.

– Proszę, zostaw mnie, ja przecież tylko żartowałem. Zrobię wszystko, co zechcesz. Wszystko – błagał mężczyzna.

Alaker rozważył jego słowa i odwiązał pojmanego.

– Daruję ci życie, ale będziesz naszą marionetką do zabawy – powiedział.

– Ależ tak, co tylko zechcesz – odrzekł pospiesznie tamten.

Brzydcy zajęli miasteczko ładnych, gdzie codziennie bawiły ich występy pojmanego mężczyzny. Rzucano w niego pomidorami, a nawet toporkami, i patrzono, jak tapla się w błocie razem ze świniami.

Alaker został oficjalnie przywódcą brzydkich. Doczekał się własnych niewolnic, na które składały się pozostawione przy życiu kobiety. Wszystkie zaspokajały jego żądze, tak urodziło się wiele brzydkich dzieci, z których znaczna część miała dobre serca.

Alaker spoglądał czasem w lustro, zastanawiając się, kim jest. Kiedy czuł, że nie poznaje samego siebie, szedł do pojmanych kobiet, gdzie to rozkosz dawała mu zapomnienie.

Piotr Burakowski
Warszawa, listopad
grudzień 2019

Grafika: Pixabay


Zapisz się do newslettera i otrzymuj powiadomienia o nowych opowiadaniach. Otrzymasz e-maila zawsze, gdy na stronie pojawi się nowa historia.