– Dajcie mi ciastek z kremem, i to migiem! – krzyknęła królowa do służby.
Słudzy ukłonili się i poszli do kuchni, by wypełnić rozkaz. Tymczasem król zajadał się dziczyzną, oblizując wargi i palce, i nie bacząc na to, że tłuszcz spływa mu na szaty. Wychylał przy tym co chwila porcję czerwonego wina. W tym czasie dzieci królewskiej pary, chłopiec i dziewczynka, zjadały jednego cukierka po drugim.
Takie właśnie były królewskie obżartuchy. Jeśli akurat nie jadły, to rozmawiały o jedzeniu. Każdy dzień był podporządkowany posiłkom i nie liczyło się nic więcej.
Król i królowa nie mieli nawet ochoty na łóżkowe igraszki. Miłosna przygoda zdarzyła im się tylko raz, bo chodziło o spłodzenie następcy tronu – tak urodziły się bliźniaki.
Któregoś razu do królestwa obżartuchów zawitał tajemniczy jegomość. Miał pociągłą twarz, którą skrywał pod kapturem.
– Przybywam – powiedział obcy do strażnika – aby wręczyć królowi i królowej najsmaczniejsze ciastko na świecie.
Strażnik kazał zaczekać mężczyźnie i poszedł do króla i królowej. Królewska para nie mogła powstrzymać podniecenia, gdy usłyszała o ciastku. Policzki wielmożnych zarumieniły się, na ich twarzach wykwitły uśmiechy.
– Najsmaczniejsze ciastko, najsmaczniejsze ciastko! – wykrzyknął król.
– Najsmaczniejsze ciastko, najsmaczniejsze ciastko! – powtórzyła królowa.
Do komnaty wpuszczono przybysza. Kiedy wchodził wolnym krokiem, król szepnął do królowej:
– Zobacz, jaki chudy. Skóra i kości – ocenił władca. – Byłoby z niego żarcie dla Libertyna – dodał, chichocząc.
Libertyn to pies króla i królowej, który z upływem czasu zrobił się tak gruby, że nie mógł już wejść do budy, więc trzymano go w pałacu.
Nieznajomy ukłonił się przed królem i królową, mówiąc:
– Wielmożny królu, wielmożna królowo, przychodzę z daleka, bo usłyszałem o waszej miłości do jedzenia.
– O tak – odpowiedziała królowa. – Kochamy jedzenie ponad wszystko.
– O tak – przytaknął król – kochamy.
– Mam dla króla i królowej najsmaczniejsze ciastko na świecie. Oddam je, ale chciałbym w zamian tego psa – rzekł przybysz, wskazując palcem na Libertyna, który wylegiwał się obok królewskiego tronu.
Król i królowa poprosili, by mężczyzna zjadł kawałek ciastka, żeby zobaczyli, czy nie jest zatrute. Kiedy mężczyzna już to zrobił, postanowili, że oddadzą mu zwierzę.
Królewska para przepołowiła ciastko, a następnie powąchała: nozdrza króla i królowej wypełnił cudowny zapach, po czym oboje przystąpili do degustacji.
Przysmak rozpływał się w ustach, jego delikatny smak sprawił, że król i królowa zamknęli oczy, odpływając do krainy rozkoszy. Trwało to jednak tylko kilka sekund.
Obcy obiecał, że jutro ponownie odwiedzi królestwo i wyszedł wraz z psem z pałacu.
Zakapturzony mężczyzna zjawił się następnego dnia i tym razem zażądał, by oddano mu królewską córkę.
Król i królowa spojrzeli na dziewczynkę – krew z ich krwi. Spojrzeli także na ciastko, które trzymał obcy; wydawało im się, że przysmak wygląda jeszcze wspanialej niż poprzednio. Doszli w końcu do wniosku, że po oddaniu córki będą wciąż mieć przecież następcę tronu.
Otrzymawszy ciastko, królewskie obżartuchy nie myślały już o córce – w ich głowach istniał tylko słodki i delikatny smak, który sprawiał, że przenikali do innego świata.
Obcy pojawił się po raz trzeci, ale tym razem zażądano od niego więcej niż jednego ciastka.
– Jeśli zjecie naraz więcej niż jedno ciastko, staniecie się niewyobrażalnie grubi – przestrzegł mężczyzna. – Tak grubi, że nie będziecie w stanie samodzielnie chodzić, a każda, nawet najmniejsza czynność, będzie dla was jak wejście na szczyt najwyższej góry.
Królewskim obżartuchom nie spodobało się to, co usłyszeli, ale król i królowa tłumaczyli sobie, że mają przecież służbę, która może przenosić ich z miejsca na miejsce i wyręczać nawet w najmniejszych czynnościach.
– Poradzimy sobie z tym – odpowiedział w końcu król. – Powiedz tylko, czego chcesz w zamian?
– Chciałbym… – zaczął przybysz – żebyście zdarli skórę ze swych twarzy i oddali mi ją.
– Skórę?! – wykrzyknęła królowa. – Jesteś szalony!
– W takim razie już zabieram ciast…
– Zaczekaj, pomyleńcu – przerwał mu król. – Niech cię diabli, zgadzamy się!
Do pałacu wezwano golibrodę, który wzdrygał się na myśl o czekającym go zadaniu. W całym pałacu roznosiły się krzyki królewskiej pary, która kawałek po kawałku była obdzierana ze skóry, aż w końcu twarze króla i królowej stały się czerwonymi kształtami. Nie wyrażały nic, jedynie w oczach tlił się smutek przemieszany z radością na myśl o ciastkach.
Golibroda wręczył przybyszowi skórę, po czym ukłonił się i pobiegł do lasu, gdzie od razu zwymiotował.
Król i królowa podzielili się ciastkami, które zjedli jedno po drugim. Było im jeszcze lepiej, jeszcze cudowniej niż poprzednim razem, ale po chwili ich ciała zaczęły pęcznieć: stawali się coraz więksi, aż przestali mieścić się na tronach. Dziesięciu służących przeniosło kolejno króla i królową na ogromne łoże, gdzie było dla nich wystarczająco miejsca.
Okazało się, że samodzielne sięgnięcie po jedzenie jest zbyt trudne dla królewskiej pary, dlatego słudzy podawali je wielmożnym do ust.
Czwartego dnia skierowano nieznajomego do królewskiej sypialni, w której leżeli olbrzymi król i olbrzymia królowa. Choć wielmożni byli w okropnym stanie, ucieszyli się na widok mężczyzny. Jego wizyta oznaczała bowiem kolejną porcję ciastek.
– Dzień dobry, królu i królowo – powiedział mężczyzna. – Dam wam cały worek ciastek za królewskiego syna.
Gdyby twarz króla pokrywała skóra, nieznajomy zobaczyłby na niej wyraz oburzenia, ale w obecnej sytuacji, siłą rzeczy, nic takiego nie ujrzał (służące plotkowały, że „król i królowa stracili twarze”), usłyszał tylko słowa władcy:
– Nie oddam ci syna!
– Jak sobie życzysz, królu – rzekł obcy, a następnie skierował się do drzwi.
Król i królowa dyskutowali przez chwilę, po czym zgodzili się na warunki nieznajomego. Powtarzali sobie, że spłodzą jeszcze kolejnego potomka, nawet jeśli podczas aktu miłosnego musieliby pomagać im słudzy.
Nieznajomy zabrał chłopca, który patrzył na rodziców wielkimi oczami domagającymi się wyjaśnień. Odpowiedziało im tymczasem milczenie.
Król i królowa po zjedzeniu ciastek stali się jeszcze więksi; nie było już mowy o miłosnych igraszkach, nawet z pomocą służących.
Słudzy odwrócili się w końcu od królewskiej pary, która nie dość, że straciła twarze, to w dodatku pozbyła się następcy tronu i królewny.
Król i królowa nie byli w stanie samodzielnie sięgnąć po jedzenie czy picie, dlatego zmarli po kilku dniach bezwładnego leżenia w wielkim łożu.
Tymczasem tajemniczy mężczyzna podróżował od królestwa do królestwa, udowadniając, że zepsucie rządzących nie ma granic.
Piotr Burakowski
Warszawa, kwiecień 2020
Grafika: Abraham Mignon
Zapisz się do newslettera i otrzymuj powiadomienia o nowych opowiadaniach. Otrzymasz e-maila zawsze, gdy na stronie pojawi się nowa historia.

Dodaj komentarz