Tatusiu

Dla tych, którzy zmagają się bądź zmagali się z samym sobą, niezależnie od wyniku tego starcia.

Około dwudziestoletnia dziewczyna szła chodnikiem, spoglądając na wszystkie strony rozbieganym wzrokiem, a towarzysząca jej starsza kobieta trzymała ją mocno pod ramię. Wyglądało to trochę tak, jakby kontrolowała nieroztropnego ptaka, który, nienawykły do latania, w razie wymknięcia się z klatki zrobiłby sobie krzywdę. Delikatne rysy dziewczyny, rozpuszczone ciemne włosy i sarnie spojrzenie przywoływały obraz Audrey Hepburn z „Rzymskich wakacji”. Starsza kobieta o siwych włosach sięgających ramion miała z kolei stateczną twarz i nieco przysadzistą budowę ciała, ale jej pewne kroki mówiły, że twardo stąpa po ziemi i niejedno już w życiu przeszła i niejedno wiedziała.

Ludzie dokoła nie zwracali uwagi na tę parę – ani na piękno młodej dziewczyny i jej rozbiegane oczy, ani na idącą z nią starszą kobietę. Byli wystarczająco zaaferowani własnymi codziennymi sprawami. Wielu z nich miało twarze, na których rysowało się zmęczenie i rezygnacja, innym, młodszym, szkliły się oczy, tak bardzo byli podekscytowani nadchodzącym weekendem – zapowiedzią wielkiej zabawy, ucieczką z jednego niebytu, kiedy własne ja pozostawiało się poza biurem, w drugi, gdzie wnętrze wygłuszano alkoholem.

Kobiety weszły do pobliskiego sklepu spożywczego. Starsza wzięła w jedną rękę nieduży koszyk, ale drugą wciąż trzymała ramię młodszej. Kiedy podeszły do regału z nabiałem, siwowłosa położyła koszyk na podłodze i lewą ręką wrzucała do niego produkty, a gdy miała już to, czego potrzebowała, schyliła się ociężale po zakupy i przeszła do następnego działu.

Po około kwadransie starsza kobieta podeszła do kasy i podała ekspedientce pełny koszyk. Wyjęła wolną ręką portfel i, kładąc go na ladzie, z trudem wyciągnęła pieniądze, które podała sprzedawczyni. Wówczas młoda kobieta, wciąż trzymana pod ramię, wydała z siebie przenikliwy pisk i wskazała palcem na okno. Siwowłosa coś do niej mówiła, próbując ją uspokoić, ale dziewczyna była coraz bardziej rozgorączkowana, zaczęła nawet podskakiwać, a później wyrywać się kobiecie, aż wreszcie uwolniła się z uścisku i pobiegła do drzwi wejściowych. Na dworze ruszyła biegiem ku około czterdziestopięcioletniemu szczupłemu mężczyźnie, który stanął jak wryty, gdy ciemnowłosa kobieta do niego podbiegła i go przytuliła, wczepiając w jego ciało swoje palce tak mocno, jakby to były haczyki.

Po kilkunastu sekundach przybiegła do nich starsza kobieta i, dysząc, przeprosiła mężczyznę, a następnie z wysiłkiem odciągnęła od niego dziewczynę. Wzięła ją ponownie pod ramię i pociągnęła w przeciwną stronę, z dala od mężczyzny. Dziewczyna, z zapłakanymi sarnimi oczami, wciąż jednak odwracała w jego stronę głowę, powtarzając melodyjnym głosem: „Tatusiu”.


Ewa wracała do domu z uczelni podekscytowana. Zwrócił na nią uwagę chłopak, który od zawsze jej się podobał, ale była zbyt nieśmiała, żeby się do niego zbliżyć, a teraz to on zrobił pierwszy krok. Jako romantyczka widziała już oczami wyobraźni, jak spacerują razem po starym mieście, chodzą po parku, trzymając się za ręce, a wieczorami siadają na ławeczce i całują się przy blasku letniego księżyca. Z czasem decydują się, by razem zamieszkać, a gdy kończą studia, biorą ślub i mają dwoje dzieci – chłopca i dziewczynkę. Tak podpowiadała Ewie jej romantyczna natura, ale i intuicja, a intuicja rzadko ją zawodziła. Wiedziała, że jutro będzie słoneczny dzień, i tego dnia pójdą razem do jej ulubionej kawiarni. Chciała jak najszybciej opowiedzieć o wszystkim mamie.

Gdy weszła do domu, przeraziła się. Z kuchni dobiegał ogromny hałas, mama krzyczała, ale nie tak normalnie, tylko histerycznie, jak opętana. Ewa pobiegła do kuchni i, gdy stanęła w jej progu, zobaczyła, jak mama wbija w brzuch taty nóż.

Piotr Burakowski
Barany, styczeń 2022

Grafika: Egon Schiele


Zapisz się do newslettera i otrzymuj powiadomienia o nowych opowiadaniach. Otrzymasz e-maila zawsze, gdy na stronie pojawi się nowa historia.