Wizyta

(Nowela „Wizyta” będzie częścią książki o samotności, nad którą pracuję).

Zameldował się dopiero po godzinie dziewiętnastej; ostatnimi czasy chodził późno spać i wstawał popołudniami. Miał na sobie elegancką białą koszulę, ale była pognieciona, pogniecione były też szare sztruksowe spodnie, które włożył. Twarz z co najmniej kilkudniowym zarostem, przetłuszczone i przydługie włosy. Dziewczyna z recepcji uśmiechnęła się do niego tym swoim automatycznym uśmiechem, który uaktywniał się na widok każdego nowo przybyłego gościa. Podała mu magnetyczną kartę i powiedziała, że pokój jest na trzecim piętrze. Poszedł w stronę windy, ciągnąc za sobą małą walizkę.

Okna w pokoju były odsłonięte i do środka wpadało delikatne światło letniego wieczoru. Zaciągnął zasłony. Spojrzał na elektroniczny zegarek stojący na szafce nocnej. 19.35. Skierował się do łazienki i obmył twarz zimną wodą. Przyjrzał się odbiciu w lustrze; rudy zarost pokrywał twarz i szyję. Znalazłszy w walizce potrzebne przedmioty, ogolił się i umył zęby, choć wcale nie miał na to ochoty.

Patrząc w lustro, zrozumiał, że lepiej wyglądał z zarostem, ale było to bez znaczenia. Po wyjściu z łazienki spojrzał ponownie na zegarek. 19.50. Położył się na łóżku i zamknął oczy. Przez jego głowę zaczęły przepływać różne obrazy, pojawiając się jeden po drugim jak w kalejdoskopie, na którego kształt nie miał wpływu.

Najpierw zobaczył siebie jako czterolatka czy pięciolatka, który spędza wakacje u babci, z dala od rodziców, którzy musieli wyjechać do pracy za granicę, za chlebem. Nigdy nie widział babci uśmiechniętej; zawsze wydawała się poważna i skupiona na bieżących obowiązkach, których w nadmiarze dostarczały jej dom i gospodarstwo. Nigdy nie poznał dziadka, bo ten zmarł na wiele lat przed jego narodzinami. W pamięci pozostało tylko czarno-białe zdjęcie poważnego mężczyzny zrobione w wojsku, które stało na komodzie w pokoju babci. Nigdy nie spał z babcią, tylko zawsze sam na dużym łóżku w pokoiku obok, którego jedną ze ścian zdobił drewniany zegar z kukułką. Zanim położył się spać, babcia pilnowała, by wpierw się pomodlił. Nie byle jak, byle czym prędzej, tylko porządnie, wyraźnie wypowiadając każde słowo i żegnając się z namaszczeniem. W tamtym czasie niewiele rozumiał z tego rytuału, ale sama modlitwa była dla niego czymś naturalnym – tak robiło się, będąc w odwiedzinach u babci (rodzice nie wymagali takich rzeczy).

Kolejny obraz. Tym razem szkolna sala gimnastyczna. Stoi w rzędzie wraz z innymi chłopcami. Chuderlak w spodenkach i za dużej koszulce, w której sprawiał wrażenie jeszcze szczuplejszego. Arnold, który najchętniej codziennie dręczyłby słabszych, oraz Maciek, szkolny przystojniak, wybierają drużyny do gry w piłkę nożną. Kolejni chłopcy występują z szeregu i dołączają do jednego albo drugiego zespołu. Po kilku minutach pozostają tylko dwaj uczniowie – grubas imieniem Wiktor i on. Jest pewien, że nie zostanie wybrany jako ostatni, że niemożliwe, by Wiktor, który przepuszczał każdą bramkę, został wybrany zamiast niego. Ale Maciek wywołuje Wiktora, a grubas truchta ociężale w stronę swojego zespołu, wyraźnie zadowolony, że nie był tym ostatnim. Jego nie wybiera nikt; trafia do przeciwnej drużyny, bo poza nim nie ma już nikogo więcej.

Kolejny obraz. Siedzi samotnie w kawiarni, spoglądając co chwila nerwowo na zegarek. Przy pozostałych stolikach siedzą pary i grupy znajomych; rozmawiają i śmieją się, przenika ich życie, energia wywołana obecnością drugiego człowieka. Mijają kolejne minuty, a patrzenie na tarczę zegarka staje się coraz częstsze. W końcu, gdy mija pół godziny, wychodzi z kawiarni, starając się, by, w poczuciu wstydu i zażenowania, nikomu nie patrzeć w oczy.

Otworzył powieki, spojrzał na zegarek. 19.55. Wstał z łóżka, sięgnął po kartę, a następnie wyszedł z pokoju i zjechał windą na parter. Stanął przed hotelem, a po paru minutach podeszła do niego brunetka, która przywitała się z nim delikatnym pocałunkiem w usta. Oboje weszli do hotelu.

Wewnątrz pokoju było ciemno, więc włączył lampkę nocną. Kobieta zdjęła letni brązowy płaszcz i usiadła na łóżku. Zakładając jedną nogę na drugą, uwydatniła ich posągowy kształt. Nogi wyglądały tym lepiej, że skóry nie przysłaniały pończochy ani rajstopy. Piersi – sprężyste i dumnie wypięte, ale ukryte pod błękitną satynową bluzką – rozbudziłyby fantazję każdego faceta. Włosy – kruczoczarne, swobodnie opadające na plecy, sięgając niemal ich dołu – sprawiały, że człowiek pragnął zatopić w nich twarz. Tyłek – duży, wypukły, krągły – choć chwilowo spoczywał na łóżku, to jego potężny i wabiący zarys rysował się z boku. To wszystko – w połączeniu ze szczupłą talią i dużymi biodrami, które nadawały kobiecie kształt klepsydry, twarzą przypominającą dorodny migdał, dużym brązowym oczom, a także pełnym ustom oraz niewielkiemu nosowi – roztaczało aurę kobiecości i seksapilu, która każdego dnia przyciągała napotykanych przez kobietę mężczyzn. Stojący obok kobiety rudy mężczyzna patrzył na nią jednak obojętnym wzrokiem, w końcu więc odezwała się, udając, że nie zauważyła pogniecionego ubrania:

– Ładnie dziś wyglądasz, kochanie.

– Dziękuję – odrzekł beznamiętnie mężczyzna.

I dodał po chwili:

– Może napijemy się wina?

– Wspaniały pomysł – odpowiedziała kobieta, klaszcząc w dłonie niczym mała dziewczynka.

Podszedł do telefonu i zamówił najdroższe czerwone wino, które mieli w hotelu. Mężczyzna, odłożywszy słuchawkę, usiadł obok kobiety na łóżku, pytając:

– Bardzo za mną tęskniłaś?

– Oj, nawet nie wiesz, jak bardzo. Myślałam o tobie cały czas. Raz nawet o mało nie wyszłam ze sklepu bez płacenia za zakupy, tak dużo o tobie myślałam. A ty, myślałeś o mnie?

– Oczywiście, kochanie.

– Czasem boję się, że jakaś dziewczyna mi cię podkradnie – zaśmiała się. – Jesteś taki przystojny.

Kobieta zbliżyła swoje usta do jego ust.

Całowali się długo i namiętnie, a w międzyczasie mężczyzna pochwycił dłoń kobiety, wsuwając swoje palce pomiędzy jej palce.

Pocałunek przerwało pukanie do drzwi. Mężczyzna wstał i otworzył. Stał przed nim chłopak z butelką wina w rękach.

Kiedy ponownie usiedli na łóżku, już z kieliszkami w dłoniach, spojrzeli sobie w oczy. W źrenicach kobiety można było dostrzec zadowolenie, choć, gdyby przyjrzeć im się dokładniej, także ledwie zauważalną rezerwę. Spojrzenie mężczyzny wyrażało zaś bezbrzeżny smutek, którego nie dało się pomylić z niczym innym, ale kobieta udawała, że go nie dostrzega, że zamiast smutku oczy wyrażają szczęście. A jeśli naprawdę w oczach mężczyzny tkwił smutek, to za chwilę ona sprawi, że ten zniknie.

Gdy wypili po lampce wina, kobieta ponownie zbliżyła swoje usta do ust mężczyzny, obdarowując go kolejnym, jeszcze bardziej namiętnym pocałunkiem. Oderwawszy w końcu swoje wargi od jego warg, znowu spojrzała mu w oczy, w których nadal tkwił ogromny smutek. Niezrażona, sięgnęła rękoma do spodni mężczyzny i poczęła je powoli rozpinać, a później ściągnęła je w dół wraz z bokserkami. Zaczęła od delikatnego lizania kutasa, przechodząc po paru minutach do obciągania – początkowo wolnego, następnie coraz szybszego, choć dostosowanego do reakcji mężczyzny. Głowa ruszała się miarowo w górę i dół, a ręce spoczywały na łóżku. Kiedy był już blisko, złapał kobietę za głowę i ruszał nią rytmicznie, nadając własne tempo, aż wreszcie doszedł w buzi kobiety.

Kobieta wstała i poszła do łazienki, a mężczyzna naciągnął z powrotem bokserki, ale zdjął całkowicie spodnie i koszulę. Położył się na łóżku, odwracając się twarzą w stronę zasłoniętego okna.

Gdy weszła z powrotem do pokoju, powiedział:

– Połóż się obok mnie.

Zdejmując obcasy, wśliznęła się do łóżka i przywarła do pleców mężczyzny, który poczuł, że ogarnia go ciepło. Ciepło, którego już dawno nie czuł.

– Śpijmy – szepnął.

Następnego dnia rano kobieta ucałowała mężczyznę na pożegnanie i zapytała:

– Kiedy chciałbyś się jeszcze zobaczyć?

– Nie wiem, dam ci znać – odpowiedział nieco zakłopotany.

Uśmiechając się, wyszła z pokoju. Już miała się cofnąć, by zapytać o coś jeszcze mężczyznę, ale ostatecznie poszła dalej i zjechała windą na dół. Gdy stanęła wreszcie przed hotelem, wymacała ręką grubą kopertę, która spoczywała na dnie wewnętrznej kieszeni jej letniego płaszcza, i uśmiechnęła się.

Mężczyzna tymczasem nalewał w łazience wodę do wanny, czekając aż ta cała się wypełni.

Piotr Burakowski
Warszawa, 2022

Grafika: Zainab Mujtaba


Zapisz się do newslettera i otrzymuj powiadomienia o nowych opowiadaniach. Otrzymasz e-maila zawsze, gdy na stronie pojawi się nowa historia.